Żono, zakochałem się!

Przyznam szczerze, że nie jestem zagorzałym fanem samochodów sportowych. Może i szybko jeżdżą, ale są głośne, twarde i mają niepraktyczne nadwozia. Jestem też przeciwnikiem cabrioletów. Jaka to przyjemność stać wśród kopcących aut w korku? Jednak muszę nieco zweryfikować swoje poglądy po tym jak pojeździłem Oplem GT.

Już po pierwszym spojrzeniu na jaskrawo żółtego, niskiego bolida spodziewałem się ekscytujących przeżyć. Zaczęło się od wsiadania. Nie jest łatwo zajmować miejsce na fotelu umieszczonym kilkanaście centymetrów nad ziemią. Tym bardziej, że przy zamkniętym dachu trzeba się dodatkowo schylić. Jak już pokonałem te przeszkody wsunąłem się w fotel, który idealnie otulił moje obszerne ciało. W sumie jest tu całkiem przytulnie i wszędzie blisko. Do tylnej ściany, do prawych drzwi, a na lewych to się prawie siedzi.
Kolejny stopień eksytacji przeżyłem po przekręceniu kluczyka w stacyjce. Po usłyszeniu gangu silnika aż chce się krzyczeć: to jest supeeeeer!!! No to jeszcze podkręcam atmosferę i dodaję gazu na postoju. Raz, drugi, trzeci samochód zaczyna się aż trząść, z rury wydechowej wydobywa się dźwięk piękniejszy od każdego rodzaju muzyki. Dla faceta słyszeć taki dźwięk to tak jak dla kobiety usłyszeć poraz dwudziesty w ciągu dnia od swojego mena „Kocham Cię”. Zupełnie to niepotrzebne, bo przecież wiadomo, że on ją kocha, ale jak to cudownie brzmi.


Trzeba by się wreszcie przejechać tym cudem. Włączam jedynkę w ciasno spasowanej skrzyni (tak powinno być biegi mają wchodzić z lekkim oporem i charakterystycznym kliknięciem), puszczam sprzęgło i GT wyrywa do przodu z niewirygodnym impetem. W końcu setkę ma się na liczniku już po 5,7 s. Przy każdej szybkiej zmianie biegu autem wstrząsa. Naprawdę trudno utrzymać to auto w ryzach, a jeszcze trudniej było mi powstrzymać w ryzach chęć przyspieszania. Cały czas jeździ się na granicy przepisów drogowych. Ale spoko, spoko. Takie dawanie w palnik na prostej to tylko połowa przyjemności. W końcu ten roadster ma napęd na tył. Kręta droga i pełny gaz. Co chwila włącza się kontrolka, która informuje o działaniu kontroli stabilności (ESP). Biada temu kto nie ma doświadczenia, a wyłączy elektronicznego pomocnika. Tył samochodu bardzo szybko próbuje wyprzedzić przód. Na mokrej nawierzchni nawet przy włączonym ESP tył zaczyna wyjeżdżać na zewnątrz zakrętu by w pewnym momencie brutalnie powstrzymać boczny uślizg.
No dobra to teraz czas na jazdę bez dachu. Przyciskamy klawisz otwierania bagażnika na pilocie. Odbezpieczają się zatrzaski z tyłu, a ręcznie trzeba odbezpieczyć dach nad przednią szybą. Otwieram klapę bagażnika, którego prawie nie ma, do niego chowa się dach, zamykam bagażnik i wracam do samochodu. Ruszam i już po chwili w kabinie szaleje wiatr pomimo zamkniętych bocznych szyb. I tak ma być w prawdziwym roadstrerze. Można spokojnie przyspieszać, bo wiatr szaleje niezależnie czy jedzie się szybko czy wolno.
Jazda Oplem GT jest jak narkotyk chce się tego więcej i więcej. Nie wiem tylko, jak powiedzeć żonie, że się zakochałem. I nie wiem co bardziej ją zdenerwuje, to, że się zakochałem, czy to, że w samochodzie?

fot. Adam Mikuła