Po dwóch seriach z okrągłymi reflektorami (W 210 i W 211) Mercedes powrócił do bardziej kanciastej formy klasy E

Od razu zaznaczę , że jestem fanem marki z gwiazdą na masce. Jednak gdy jechałem na pierwsze jazdy tym modelem do Madrytu miałem mieszane uczucia. Po pierwsze po tym co zobaczyłem na zdjęciach nie do końca wiedziałem czy nowa klasa E podoba mi się. Po drugie zapowiedzi Mercedesa o nowoczesności tego auta sprawiły, że byłem ciekaw, jak się jeździ takim autem naszpikowanym nowymi systemami.
Jeśli chodzi o wygląd, to samochód nie prezentuje się rewolucyjnie, ale może być. Ważniejsze jest na pewno to, że nowy Mercedes jest przestronniejszy od poprzednika. Siedzenia są wygodne, a rozmieszczenie przełączników na kokpicie typowe dla Mercedesa. To mi się podoba, bo zastosowane rozwiązania są ergonomiczne. Jeżeli chodzi o zastosowane systemy zwiększające bezpieczeństwo, to jestem pod wrażeniem „czytania znaków”. To naprawdę działa. Dzięki temu łatwo można wyłowić z gąszcza znaków te dotyczące ograniczeń prędkości. Podczas jazd nocnych sprawdziło się inteligentne oświetlenie. Bez ingerencji kierowcy reflektory dostosowują siłę świecenia do warunków na drodze. Gdy jest przed nami pusto włączają się światła drogowe, gdy doganiamy jakiś pojazd lub nadjeżdża z przeciwka oświetlenie drogowe gaśnie. Jest też oczywiście doświetlanie zakrętów. Szkoda tylko, że teraz już nie można złożyć tylnych zagłówków klawiszem na desce rozdzielczej. Teraz są one tylko obniżane.
Poraz kolejny przekonałem się, że jak wsiadłem do Mercedesa, to już nie chciało mi się z niego wysiadać. Mógłbym takim autem jeździć już zawsze.