Pudełkowate nadwozie, żywe kolory lakieru i tapicerki oraz przestronność to cechy, które w skrócie charakteryzują nowość Kii o muzycznej nazwie Soul. Muszę przyznać, że bardzo mi się to autko spodobało. Owszem ma jakieś wady, ale zalety przeważyły żebym się nim zachwycił. Na tyle fajnie wygląda, że do jego wesołej stylistyki pasują mi nawet czarne okleiny na karoserii, które na bardzierj pospolitym samochodzie wyglądają niczym kwiatek przy kożuchu. Wnętrze, w którym króluje czerń i czerwień nie tylko dobrze wygląda, lecz także okazuje się przestronne. Tu bez problemu zmieszczą się wysocy pasażerowie i to także wtedy gdy siedzą jeden za drugim. Schowków i półek na drobiazgi na pewno nikomu nie zabraknie, a jedyny mankament, do którego przywiązuję wagę to trochę mały bagażnik (222 l).
Niemal 130-konny silnik Diesla wystarczył żebym Soulem dynamicznie jeździł (0-100 km/h w 11,3 s) i muszę przyznać, że nawet spodobał mi się jego delikatny klekot. Ważniejsze jest to, że Soul nie potrzebuje dużo paliwa – średnio 5,2 l/100 km.

Zawieszenie świetnie sprawdza się na naszych drogach. Samochód jest stabilny na zakrętach i na koleinach (przy oponach o rozmiarze 225/45 R 18). Problemu nie było też gdy przejeżdżałem wyboje, bo są one dobrze tłumione.

I jeszcze jedna ważna cecha – Kia Soul bardzo się podoba mojej żonie.

Fot. Igor Kohutnicki